Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

NIE TYLKO ODZIEŻ ULICZNA - WŁASNY STYL KIBICOWSKI

2021-03-21
NIE TYLKO ODZIEŻ ULICZNA - WŁASNY STYL KIBICOWSKI

Mieć swój własny, niepowtarzalny, charakterystyczny styl kibicowski. Taki cel powinien przyświecać każdej ekipie fanatyków, a zwłaszcza każdej grupie ultras, które jak grzyby po deszczu narodziły się w ostatnim dziesięcioleciu. I niektóre z nich faktycznie taki cel sobie postawiły, ale niestety, były w zdecydowanej mniejszości. Niektórym udało się tylko częściowo, a pozostałym praktycznie wcale. Niektórzy pewnie chcieli, usiłowali wyróżnić się czymś oryginalnym, niespotykanym i nowatorskim, ale nie potrafili wydobyć z siebie tej iskry innowacyjności. Lub zabrakło im odrobiny talentu. Inni nawet nie próbowali i poszli po najgorszej linii – według ściśle utartego przez innych schematu. Zamiast wypracować swój – użyli ogólnie dostępnego, powszechnego szablonu.


No właśnie, czasem wręcz chodzi o ten sam szablon w dosłownym, technicznym sensie. To zgroza jak wiele ekip używa na swoich flagach i pamiątkach tych samych oklepanych logotypów – zakapturzonych twarzy, czaszek, „bad boyów” i „hooliganów”. Pamiętam rok 2001 i znany z popularnej wówczas gry „Hooligans” Storm over Europe” motyw łysego typa, który pojawił się na kultowych koszulkach „CHWDP Chuligani zawsze razem”. Za dwa lata t-shirty z tym motywem miała większość kibicowskiej Polski! Parę lat później cały kraj zalała fala kiboli ubranych w czarne wiatrówki z herbem klubowym na sercu, a na nieco bardziej eleganckie okazje – w sweterki w wąskie paski. Do tego kraciaste zimowe czapeczki. Może to i dobrze, bo jechało się potem na wyjazd na reprezentację i wszyscy wyglądali jak jednolita armia ;-)


Wybaczcie mi tą ironię, ale naprawdę szkoda, że tak mało oryginalne jest nasze środowisko. A przecież czasem wystarczy drobiazg – jakaś charakterystyczna część odzieży, czy nawet... sposób wiązania szalika (tak tak, to nie żart!). Cokolwiek, co odróżni nas od innych, będzie cechą charakterystyczną, swoistym znakiem firmowym. Taka Jagiellonia Białystok doskonale czuje o co biega i od dawna zajebiście się wyróżniała w swoich słynnych „pszczółkach”. Zrobili nawet oprawę „Tak wygląda większość Polski” (wszyscy na czarno), a po chwili „My wolimy jagielloński styl” (wszyscy przebrani w żółto-czerwone pasy). Legia też całkiem fajnie się wyróżnia w białych bluzach i białych czapkach z daszkiem. Inni też próbują – Górnik Zabrze udanie wykorzystuje motyw chorwackiej kratki. I to jest to! Potrzeba jak najwięcej tego typu inicjatyw!
Flagi i oprawy to kolejna bolączka. Większość polskich płócien to utarty schemat – główny napis pośrodku i mniejsze z jakimś górnolotnym hasłem na górze i na dole. Do tego herby klubowe po bokach, dla „odmiany” wkomponowane jakoś ukośnie w całość (że niby nie schematycznie) i gotowe! Pominę już kwestię tego, że większość flag zawiera tyle skomplikowanych grafik, że przypomina bardziej vlepkę niż płótno. Na szczęście kibice zauważyli już ten problem i wiele ekip powraca już do starego, dobrego stylu lat 90. - prostych flag z klasycznym, dużym napisem.  


Choreografie... pewnie niedługo zatęsknię za zakazanymi w wielu klubach sektorówkami, ale jeszcze do niedawna przyprawiały mnie o odruchy wymiotne. Jadąc jako fotoreporter "To My Kibice" na jakiś mecz z aparatem w ręku mogłem być niemalże pewien, że miejscowi ultrasi postarają się o wypasiony kawał płótna, efektownie pomalowany przez ekipowych graficiarzy. Do pewnego momentu to było naprawdę fajne i miło się oglądało coraz staranniejsze flagi sektorowe. Jednak przestałem się tym jarać, gdy okazało się, że większość ekip nie prezentuje już niemalże nic innego. A gdzie kartoniady, pasy materiału, transparenty na kijach? Problem ten dotyczył szczególnie niższych lig – gdzie kopiowanie najlepszych ekip i utartych wzorców przybrało największe rozmiary. Teraz same sektorówki, kiedyś – same podświetlane ogniami wrocławskimi foliowe napisy. Przy okazji tych opraw okazuje się, ile to mamy w Polsce księstw – pszczyńskie, bytomskie, sandomierskie... Ktoś wpadł na ten fajny pomysł, ale dlaczego innym równie fajne wydało się skopiowanie go i to w niemal identycznej formie?


Nawet pirotechnika nie oparła się tym spłaszczającym scenę kibicowską trendom. Były takie okresy, gdy wszyscy palili dokładnie to samo, zwłaszcza w czasach mody na stroboskopy i ognie wrocławskie, kiedy to trudno było spotkać na stadionach cokolwiek innego. Tymczasem niemal zupełnie nieużywane było bardziej charakterystyczne piro np. świece dymne w barwach klubowych...
Ubrania kibicowskie, flagi i oprawy to oczywiście nie wszystko. Chyba jeszcze większe „ujednolicenie” mamy w kraju pod względem dopingu. Cóż z tego, że od pewnego czasu ekipy Ekstraklasy – przerzucając się wzajemnymi oskarżeniami o kopiowanie – zaczęły intensywnie poszukiwać zupełnie nowych melodii. Poniżej I ligi tego trendu niestety zbytnio nie widać (z małymi wyjątkami). Cóż z tego, że np. Widzew opracował swój zajebisty repertuar - Broendby, DJ Tonka, jeśli teraz wyje to z mniejszym lub większym powodzeniem pół Polski.


Legia też lansowała inne przyśpiewki, w odróżnieniu od reszty raczej nie szukali inspiracji na Bałkanach, wypracowując całkiem inne „brzmienia”. Dziś z ich dorobku korzysta co najmniej kilkadziesiąt ekip... Nieraz za głowę człowiek się łapał, słysząc przez 90 minut niemal same ksera hitów z Ekstraklasy. Docenić chciałbym natomiast kibiców Piasta Gliwice, którzy mają parę niespotykanych nigdzie indziej piosenek.


Charakterystyczne okrzyki, przyśpiewki, układy barw, odzież kibicowska. Nietypowy, wyjątkowy przydomek ekipy, kojarzący się z daną miejscowością (typu „Medaliki” lub „Scyzory”). To wszystko ubarwia naszą kibicowską scenę, jak również podkreśla lokalny koloryt, czy wręcz „folklor” (w pozytywnym znaczeniu tego słowa).
Trzeba jak najwięcej czerpać ze swojej regionalnej, czy lokalnej specyfiki i podkreślać jej cechy. Jesteśmy w końcu w zdecydowanej większości lokalnymi patriotami, pokażmy więc, że to, z czego słyną nasze miasta jest nam bliskie. Ruch Chorzów zrobił wręcz swój znak firmowy z eksponowania „górnośląskości” przy każdej możliwej okazji. Lech Poznań też korzysta dosyć często z wielkopolskiej gwary.


Niektóre z tych najstarszych klubów z największymi tradycjami mają łatwiej, bo ich kibice nie muszą się specjalnie wysilać, by się wyróżnić. Najlepszy przykład to Cracovia, czyli słynne „Pasy”, widoczne w nazwie, flagach i ubiorach fanów. Również hasło „Kolejorz” jest niemalże nie do podrobienia. Jednak to oczywiście nie wystarczy, by być oryginalnym jako grupa. Trzeba działać na wielu frontach!


Zawsze jest tu jakieś pole do popisu. Przykład z Serbii – jakiś czas temu kibice Radu Belgrad wymyślili sobie, że będą używać niemal wyłącznie małych, kwadratowych flag 2x2 m. Nie chciałbym, aby ktoś po prostu skopiował bezmyślnie ten pomysł, ale aby pobudził on wyobraźnię. Jest jeszcze sporo tego typu nowinek do zagospodarowania, wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć i nie zamykać się we „własnym sosie”. Powodzenia kibole!

Ten artykuł pochodzi z magazynu "To My Kibice" i jest własnością intelektualną jego redakcji, udostępnioną Sklepowi TMK. Jesteśmy kibicami z krwi i kości - znamy świat ultras od podszewki, o nim piszemy, a także oferujemy do sprzedaży odzież uliczną i kibicowską, ultra-prasę oraz rozmaite akcesoria dla kibica. Kopiowanie tego artykułu jest dozwolone pod warunkiem podania źródła - linka prowadzącego do tego bloga. 

Zaufane Opinie IdoSell
4.92 / 5.00 452 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2023-01-09
Szybko, wszystko zgodne z opisem. Super jakość produktów
2023-01-03
5

Dbamy o Twoją prywatność

Sklep korzysta z plików cookie w celu realizacji usług oraz personalizacji reklam zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgadzam się
pixel