CHULIGANI STADIONOWI W LATACH MIĘDZYWOJENNYCH (1918-1939)
Tradycja sięgająca stu lat
Nie od dzisiaj kibice sportowi sprawiają kłopoty, a tzw. wydarzenie pozaboiskowe datują się co najmniej na lata dwudzieste, trzydzieste ubiegłego wieku, kiedy to w Polsce zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki “ruchu kibicowskiego”. Niejednokrotnie wówczas, głównie przy okazji meczów piłkarskich, dochodziło do ekscesów z udziałem fanów. Przyjrzyjmy się im bliżej.
Względy bezpieczeństwa...
... w coraz większym stopniu stanowiły troskę władz związkowych i klubów. Możliwość zaistnienia zamieszek była duża, zważywszy na fakt, iż zazwyczaj płyta boiska od trybun nie była odgrodzona, a liczba porządkowych nader skromna. Nowinka, jaką były płoty, pojawiła się najpierw na boiskach w Czechosłowacji. Donosił o tym korespondent krakowskiego „Raz, Dwa, Trzy…” przy okazji relacji z meczu finałowego o Puchar Europy rozegranego na obiekcie praskiej Sparty. Pisał: „(…) Samo boisko oddzielone jest od publiczności potężną siatką drucianą. W danym wypadku środek ten był naprawdę na czasie dając gospodarzom maksimum możności zapewnienia bezpieczeństwa gościom”. Między wierszami można wyczytać pragnienie wprowadzenia tej nowinki w Polsce, gdzie często nazbyt wezbrane namiętności doprowadzały do naruszeń porządku. O wydarzeniach tych szeroko informowała prasa, oskarżając zwolenników o fanatyzm. Zdecydowana większość tych incydentów znajdowała swój epilog w Wydziale Gier i Dyscypliny PZPN i ich odpowiednikach we władzach okręgów, które surowo karały kluby, których kibice zawinili. I tak mnożyły się kary grzywny, dyskwalifikacji, decyzje o zamknięciu obiektów dla publiczności, bądź relegowaniu z danej klasy rozgrywkowej. Taki los m.in. z powodu agresywnego zachowania kibiców spotkał niemiecki 1.FC Katowice, skreślony przez Śląski OZPN z listy członków w 1934 roku! Władze Ruchu Radzionków zobowiązano do usunięcia leżących wzdłuż linii bocznych boiska kamieni, którymi Radzionkowianie obrzucali graczy drużyn przeciwnych. W razie niewykonania tego zarządzenia „Cidrom” groziły surowe sankcje, włącznie z zawieszeniem w rozgrywkach. Sytuacja jednak, mimo ponawianych apelów o spokój nie poprawiała się… Ale po kolei.
Trudne początki
Te, wziąwszy pod uwagę sytuację, w jakiej znajdowało się odrodzone państwo polskie, musiały być trudne. Wraz z sukcesami sportowymi rosły jednak rzesze fanów i przybywało stadionów. Był to proces niezależny od tego, co działo się na stadionach zachodnioeuropejskich, choć nie można wykluczyć zwykłego naśladownictwa. Jednakże szaliki w barwach, znane już w tym czasie w Anglii, nie znalazły w Polsce zastosowania jeszcze przez kilka dziesięcioleci.
Słychać było o kibicach z Galicji na czele z Krakowem i Lwowem - najsilniejszymi ośrodkami piłkarskimi, co gwarantowały takie potęgi klubowe jak Cracovia, Wisła i lwowska Pogoń. Znani byli również zwolennicy futbolu z Górnego Śląska (Wielkich Hajduk - KS Ruch, Chorzowa - AKS), czy Bielska (BBSV, od 1936 r. BBTS), Poznania (Warta, KKS), centralnej Polski (ŁKS Łódź), wreszcie z Warszawy, podzielonej w sympatiach pomiędzy Polonię, Legię i Warszawiankę. Tam odnotowywano największą frekwencję, porównywalną do dzisiejszej. Największym zainteresowaniem cieszyły się niezmiennie pojedynki derbowe (w 1933 roku takich meczów odbyło się 20, z czego aż 12 w samym Krakowie!) i spotkania „Repów”.
Mecze reprezentacji
podobnie jak dzisiaj gromadziły szeroką publiczność i niezmiennie wzbudzały wiele emocji. Znajdowało to wyraz w niemal każdorazowo podejmowanych dyskusjach co do miejsca, gdzie Orły miały grać. Pod uwagę brano Poznań i Łódź. Do roli gospodarza aspirowały Katowice. Do nich należał rekord frekwencji, ustanowiony podczas meczu Polska-Jugosławia, który obserwowało 26.000 widzów. Reprezentacja najczęściej jednak grała na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Po odbytych meczach ostrej krytyce poddawano sprawy ich organizacji, np. sposób sprzedaży biletów. Pojawiały się też inne, skądinąd znane, problemy. Kapitan związkowy (dzisiaj: selekcjoner) Kałuża po wspomnianym wyżej meczu miał powiedzieć: „(…) brak kondycji u naszych graczy oraz słaby kontakt widowni z boiskiem wpłynął na ten niekorzystny wynik.”
W latach 30. po raz pierwszy kibice odśpiewali na stadionie hymn narodowy - Mazurka Dąbrowskiego, jak wspomina St. Mielech w „Golach, faulach i ofsajdach” i po raz pierwszy mogli wysłuchać transmisji radiowej ( z olimpiady w Berlinie, 1936 rok).
„Wyjazd rzecz święta!!!”
Ówcześni fani nie ograniczali się jedynie do obserwowania swojej drużyny na własnym boisku, chętnie podróżując za swoimi klubami do innych miast. Środkiem lokomocji były tzw. pociągi popularne, organizowane czasem przez kluby, a częściej przez biura podróży, oferujące obok meczu inne atrakcje. Przy okazji wyjazdu AKS-u do Żywca, katowicka firma Wagon Lits Cook zorganizowała pociąg popularny pod hasłem „Pociąg kibiców i piwoszów”. Koszt wynosił 5 zł. A program przewidywał m.in. „(…) nabożeństwo, zwiedzanie browaru, mecz, popołudniu zaś zabawę taneczną”. Od 1935 roku żelaznym punktem każdej wycieczki do Krakowa była wizyta w wawelskiej krypcie Marszałka Piłsudskiego.
Liczby uczestników tych pierwszych wyjazdów są trudne do odtworzenia z racji szczątkowych danych. 800 fanów Cracovii w Wielkich Hajdukach, czy ok. 5000 (!) Ślązaków na meczu Polska-Niemcy w Warszawie robią wrażenie i dają pojęcie o całym zjawisku. Wojaże te nie zawsze miały spokojny przebieg.
Niepokorny duch
Kibice tamtego czasu nie grzeszyli bynajmniej pokorą, dając żywo wyraz swojemu niezadowoleniu, przy czym obiektem agresji stawali się arbitrzy, czy gracze drużyny przeciwnej. Niezwykle rzadko celem ataku byli fani przyjezdni, choć i do takich zdarzeń dochodziło. Głośnymi stały się wypadki z 1936 roku z Żywca, gdzie w opałach znaleźli się kibice AKS-u. Po meczu zwolennicy miejscowej Koszarawy poturbowali ich. Jeden z kibiców AKS-u użył w obronie własnej broni palnej. W następstwie tych wydarzeń Koszarawa relegowana została z Ligi Śląskiej. Nie brakowało tragicznych wypadków. W 1935 r. w trakcie meczu Unii Sosnowiec wywiązała się bójka, w wyniku której zginął jeden z kibiców. Trudno jednak mówić o jakichś trwałych animozjach. Atmosferę trybun dyktował przebieg meczu, ograniczano się do okrzyków mających zdopingować do walki pupili: „Tempo! Tempo!…” i głośnemu komentowaniu pracy arbitra. Wykopom bramkarza towarzyszyło głośne, chóralne „Buuum!” Sporadycznie doping przybierał zorganizowane formy. W 1932 roku „Raz , Dwa, Trzy”… donosiło: „(…) Po przerwie (ŁKS przegrywał w Warszawie z Legią 1:0) zdawało się, iż Łodzianie przyjdą do głosu. Przede wszystkim zorganizował się na trybunie chór, który dopingował gości. Tymczasem okazało się iż tylko ci Łodzianie doszli do głosu. „Legia” wygrała ten mecz 4:1”.
„Polscy sędziowie to…”
nigdy nie mieli łatwego żywota. Praca ówczesnych arbitrów, jak dowodzą tego kolejne uchwały Polskiego Kolegium Sędziów, pozostawiała wiele do życzenia. Szczególnie swoje niezadowolenie z decyzji sędziów wyrażała widownia, nie wahająca się dopuszczać rękoczynów. Przykłady można mnożyć. Szerokim echem odbiły się wydarzenia z Krakowa z 1932 roku, kiedy to sympatycy Cracovii zaatakowali sędziego i zawodników poznańskiej Warty. „Bójka na boisku. Policjant uderzony nożem…” krzyczał tytuł artykułu jednego z górnośląskich dzienników. W nim gazeta donosiła m.in. „(…) Policja i stróże z trudem utrzymują jako tako porządek, jednak nie udaje się im przeszkodzić, że jeszcze w czasie gry tłum znalazł się poza parkanem i bieżnią na polu footbalowem. Gdy sędzia dał znak gwizdkiem o zakończeniu zawodów, tłum rzucił się na sędziego, którego otoczyli gracze i policja. Mimo to jednak sędzia oberwał coś niecoś. Pobici do krwi zostali również gracze Warty (…). Policjant, który wystąpił w obronie Szerfkego otrzymał cios nożem w rękę. (…)”. W 1933 roku korespondent „Raz, Dwa, Trzy…” donosił o wydarzeniach w Bielsku: „(…) Po zawodach sędzia Gryc widząc tłum osób, widocznie czekających na niego na boisku, zażądał od organizatora meczu ochrony, lecz spotkał się z odmową. Gdy schodził z boiska, motłoch z ordynarnymi okrzykami w języku niemieckim rzucił się nań, bijąc go po głowie laskami i kamieniami przez całą drogę. Dzięki jednak paru przygodnym przechodniom Gryca wciągnięto do tramwaju, ratując go przed tłumem”. W roku następnym do podobnego incydentu doszło w Kaliszu, na meczu pomiędzy miejscowym KKS-em i Hakoahem Łódź (był to klub żydowski). „Przez całe zawody rozlegały się krzyki pod adresem sędziego, który prowadził mecz poniżej krytyki. W postępowaniu sędziego było widać rażącą stronniczość na korzyść Łodzian. Wkrótce na boisku zapanował istny bałagan. Po zawodach sędzia został obroniony przez policję i graczy KKS-u. Publiczność rzuciła się na graczy żydowskich wsiadających do dorożek, zadając im razy kamieniami i kijami. Żydzi w popłochu rzucili się do ucieczki.” W 1936 roku kłopoty mieli piłkarze Wisły Kraków, których po meczu ligowym przeciw Śląskowi Świętochłowice (obecnie IV liga), przy zejściu z boiska eskortować musiała policja, w tym konna. W latach następnych 1938-1939 dochodziło do kolejnych incydentów. Piłkarze lwowskiej Pogoni mieli kłopoty z opuszczeniem Wielkich Hajduk, gdyż ich autobus został obrzucony kamieniami. Z kolei zawodnicy Cracovii wpadli w tarapaty w Warszawie po meczu z Polonią, gdzie taksówki, którymi opuszczali stadion, zostały potraktowane w podobny sposób przez stołecznych kibiców. Z problemem „rozfanatyzowanej publiczności” nie uporano się do początku wojny. Z nową siłą wybuchł on w latach powojennych....
/W.M./
Zobacz także:
👉Gdzie i kiedy narodził się ruch kibicowski w Polsce? Sprawdź nasz artykuł "Historia polskiego ruchu kibicowskiego - pierwsze dekady".
👉Kiedy ruch ultras pojawił się w Polsce? Sprawdź nasz artykuł "Historia polskiego ruchu kibicowskiego - ultras"
👉Które lata w wykonaniu polskiego ruchu kibicowskiego były najlepsze? Przeczytaj nasze obszerne zestawienie - Kalendarium polskiego ruchu kibicowskiego od 2001 do 2010 roku - dekady, w której kibicowanie przeszło ewolucję od dzikiego, spontanicznego ruchu, do doskonale zorganizowanych, wyspecjalizowanych i częściowo sformalizowanych grup kibicowskich.
👉Czy polski ruch chuliganów piłkarskich jest najsilniejszy na świecie? Prześledź dzieje jego rozwoju w artykule "Historia polskich chuliganów stadionowych". Artykuł przybliża przebieg meczów reprezentacji Polski pod względem kibicowskim w minionych dekadach, w latach 90. XX wieku i pierwszym dziesięcioleciu obecnego stulecia.
👉Jak wyglądały mecze piłkarskie w Polsce w pierwszych latach po II wojnie światowej? Zobacz nasz artykuł o kibicach w pierwszych latach powojennych!
👉Jak narodziła się kibicowska kosa śląsko-zagłębiowska? Przeczytaj reportaż z tragicznego meczu rozegranego w latach 40. XX wieku, który przeszedł do historii jako "Sosnowiecka brazyliana", a na którym ostatecznie utrwaliła się nienawiść obu regionów na gruncie sportowym.

